Gdy licznik godzin blokuje zdrowy rozsądek
Jeden z naszych klientów prowadził działalność w branży budowlanej – jako inwestor w projekcie. Współpracował z kancelarią na modelu mieszanym: ryczałt do pewnej liczby godzin miesięcznie, potem płatność za każdą dodatkową godzinę. W praktyce oznaczało to jedno – każdy kontakt z prawnikiem po przekroczeniu limitu to dodatkowy koszt na fakturze.
Pewnego dnia od podwykonawcy z dalszego etapu realizacji projektu przyszło jednostronicowe oświadczenie do podpisania. Dokument wyglądał niewinnie – zwykła formalność, jedna kartka. Klient pomyślał: „To proste, po co tracić godzinę pracy kancelarii i płacić za konsultację?” i podpisał dokument bez konsultacji prawnej.
Problem w tym, że to oświadczenie wcale nie było proste.
Podpisując dokument, klient przyjął na siebie odpowiedzialność w zakresie dostarczenia szalunków. Problem? Dostarczenie szalunków w ogóle nie było elementem pierwotnej umowy o roboty budowlane, którą klient zawarł. Kiedy podwykonawcy nie zapłacono=250 000 złotych,przez jedno oświadczenie odpowiedzialność za ten dług spadła na klienta.
Gdyby dokument został przesłany do prawnika, wystarczyłoby 15 minut, żeby zauważyć pułapkę i odradzić podpisanie dokumentu. Ale licznik godzin zadziałał jak bariera – psychologiczna blokada przed wysłaniem „prostego” dokumentu. Koszt konsultacji: jedna godzina pracy kancelarii. Koszt braku konsultacji: 250 000 złotych.
Gdyby klient korzysta z modelu Prawnicy No Limits
W modelu Prawnicy No Limits taka sytuacja by się nie zdarzyła. Dlaczego? Bo klient nie myśli o kosztach każdej konsultacji. Wysyła wszystko – nawet te z pozoru „mniej istotne” dokumenty. Bo wie, że zapłaci tyle samo, niezależnie od tego, czy wyśle jeden dokument, czy dziesięć.
Dzięki temu uczy się nawigować po świecie prawniczym. Dowiaduje się, co jest proste, a co tylko tak wygląda. Nie musi zgadywać, bo ma prawnika zawsze pod ręką – bez obawy o rosnącą fakturę.
W tym konkretnym przypadku:
- Klient przesłałby oświadczenie mailem
- Prawnik przeanalizowałby je sprawnie i odpisał: „Nie podpisuj – to pułapka odpowiedzialności”
- Klient odmówiłby podpisania lub wynegocjował zmianę treści dokumentu
- Sprawa zamknięta. Bez strat.
Lekcja, która kosztowała fortunę
Stawka godzinowa działa jak taksometr – za każdym razem, gdy chcesz porozmawiać z prawnikiem, widzisz rosnący licznik. To sprawia, że zaczynasz „oszczędzać” na konsultacjach, samodzielnie oceniać, co jest ważne, a co nie. I czasem – jak w tym przypadku – tracisz pieniądze, bo nie zapytałeś o zdanie eksperta.
Model ryczałtowy bez limitu godzinowego to właśnie odpowiedź na ten problem. To nie tylko wygoda – to bezpieczeństwo. Bo w biznesie najdroższe są te oszczędności, których nigdy nie powinieneś był robić.
Co możemy dla Ciebie zrobić?
Masz obsługę prawną na godziny i czujesz, że to Cię powstrzymuje przed kontaktem z prawnikiem? Nie chcesz zgadywać, które dokumenty są „proste”, a które mogą Cię kosztować fortunę? Porozmawiajmy o modelu Prawnicy No Limits – pytasz o wszystko, a płacisz zawsze tyle samo.
Zobaczmy, co możemy zrobić
w Twojej sprawie.
Mogą Cię zainteresować
Przejęcie spółki w 2,5 dnia
Niedziela, popołudnie. Większość kancelarii ma wyłączone telefony. My odbieramy. Po drugiej stronie – nasz klient z usługi Prawnicy No Limits. Sprawa pilna: przejęcie pakietu kontrolnego w spółce akcyjnej.
Prawo do latania – drony a przepisy
Filmowanie z lotu ptaka stało się nieodłącznym elementem pracy twórców internetowych i fotografów. Ujęcia dronem z wesel, koncertów czy podróży przyciągają widzów i sponsorów — i nie ma się czemu dziwić, efekty bywają powalające! Niestety, niewielu twórców zdaje sobie jednak sprawę z tego, że korzystanie z dronów w Polsce jest ściśle regulowane i może prowadzić do dotkliwych sankcji.
Urbex – przygoda, która może kosztować więcej niż dreszczyk emocji
Urbex, czyli eksploracja opuszczonych miejsc, od jakiegoś czasu stała się popularnym motywem nagrań i zdjęć publikowanych w sieci. Nocne wejścia do dawnych fabryk, nieczynnych szpitali czy opuszczonych domów przyciągają influencerów i widzów spragnionych mocnych wrażeń. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że taka aktywność – poza ryzykiem fizycznym – niesie też poważne konsekwencje prawne.
Konkurs, który wymknął się spod kontroli. Jak można było tego uniknąć?
Influencerzy uwielbiają robić konkursy. Dla ich społeczności to świetna okazja na zdobycie biletu na koncert, meeta czy koszulki z limitowanej kolekcji. Dla nich samych – sprawdzone narzędzie do zwiększenia zasięgów i zaangażowania. Problem pojawia się wtedy, gdy konkurs startuje… bez regulaminu.
Dokładnie to przydarzyło się reprezentowanym przez nas klientom, znanym internetowym twórcom.